|
„Elastyczny wiek emerytalny” – nowa propozycja ministerstwa pracy Po wstępnym zdystansowaniu się premiera Donalda Tuska (PO) od propozycji wydłużenia wieku emerytalnego autorstwa ministra Boniego (projekt przewidywał wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat oraz zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn) wiodącym pomysłem jest „Elastyczny wiek emerytalny” minister Fedak (PSL).
W deklaracjach ministerstwa możemy przeczytać, iż każdy pracownik będzie mógł sam zdecydować o wieku przejścia na emeryturę, a jeśli uzna że chce „podbić” wysokość swoich świadczeń - będzie pracować dłużej. Na emeryturę można by przejść po uzbieraniu minimalnej kwoty ustalonej przez ministerstwo. Nie ulega wątpliwości, że elastyczne emerytury wydłużą czas pracy polskich pracowników albo rozszerzą sferę nędzy wśród ludzi starszych. Obecnie minimalna emerytura jest gwarantowana nawet dla pracowników którzy nie zdołali zgromadzić wystarczających składek w ZUS (pod warunkiem że przepracowali 20 lat – kobiety, 25 lat – mężczyźni). W nowym systemie te osoby musiałyby przepracowywać dodatkowe lata. Biorąc pod uwagę skalę bezrobocia i wykluczenia społecznego w Polsce, pracę na czarno lub w warunkach nie pozwalających na zgromadzenie odpowiednich środków w ZUS (nisko opłacane prace w systemie pozakodeksowym) – jest wręcz pewne, że szerokie warstwy pracowników będą zmuszone „ciułać” na starość by dobić do minimum, a wielu kolejnych „z własnej woli” będzie pracować by ich emerytura nie była głodowa. Emeryci w Polsce nie pławią się w luksusach. Stawka minimalna wynosiła w 2009 roku 675 zł. Wielu emerytów zaniedbuje swoje wydatki na zdrowie – 40% nie wykupuje leków, połowa nie decyduje się na płatne wizyty u lekarzy specjalistów, a 95% z powodów ekonomicznych rezygnuje z sanatoriów. Obrazu grozy dopełnia fakt, iż w najbiedniejszych obszarach, tzw. Polski B, obserwuje się zjawisko wielopokoleniowych rodzin żyjących wyłącznie ze świadczeń emerytalno-rentowych. Skoro dzisiejsi emeryci na stawce minimalnej część swojej kariery zawodowej przeżyli w czasach PRL (gdzie byli chronieni przed bezrobociem) to nie może być wątpliwości, że pracownicy, którzy całe życie zawodowe spędzą w kapitalistycznej RP – na niestabilnych warunkach przerywanych okresami bezrobocia, pracą na czarno w kraju lub zagranicą – będą mieć kłopoty z uzbieraniem stawki minimalnej. Przecież już na dzień dzisiejszy mamy w Polsce ponad 2 miliony working poor (pracujących biednych). Minister Fedak deklaruje iż „Nie chodzi przecież o to, żeby ludzie pracowali do 100 lat, tylko żeby byli aktywni jak najdłużej z własnego wyboru”. Po raz kolejny kapitalistyczni politycy udowadniają nam, że „wybór” pracownika najemnego mieści się między śmiercią głodową a pracą do śmierci. Jak powiedział nam Marek Sawicki z PSL w programie „Młodzież kontra”: „Nie wydaje mi się żeby system o którym mówi moja koleżanka partyjna (...) był najlepszy. Ma pan rację, że (...) przy tych relacjach i wysokościach składek jakie mamy w tej chwili, wielu ludzi z pewnością tej emerytury nie doczeka”. Profesor ekonomii UW Wojciech Otto stwierdza: „Podobny system działa w Chile. Tam okazało się, że bardzo dużo ludzi przechodzi na emeryturę, choć jest ona niewielka, potem dalej pracuje, ale nie zawsze w pełnym wymiarze albo przerywa pracę. Być może w Polsce okaże się, że powszechne stanie się przechodzenie na marną i niską emeryturę”. Może po prostu zamiast „aktywizacji zawodowej” pracownicy chcą na starość odpocząć – po latach harówki na cudze zyski, przy godzinach pracy jednych z najdłuższych w Europie. Poza tym praca emerytów i rencistów występuje już dzisiaj (ok. 15%), dając szefom możliwość oszczędzania na kosztach pracy i sztucznie antagonizując młodych bezrobotnych i pracowników w wieku emerytalnym (na zasadzie: starzy pracownicy blokują miejsca pracy). Już raz mieliśmy do czynienia ze zmianami na niekorzyść w systemie emerytalnym – mowa o odebraniu setkom tysięcy pracowników prawa do wcześniejszych emerytur. Jedną z protestujących wówczas grup zawodowych byli kolejarze, którzy przekonywali, iż ich wcześniejsze emerytury sprawiły że pracownicy kolei mogli dożyć swoich emerytur, a ich przewidywany czas życia się wydłużył – zatem po latach pracy w trudnych warunkach w niedoinwestowanej PKP mogli cieszyć się wypoczynkiem. Ich prawa zostały im jednak odebrane, przy poparciu tzw. lewicy z SLD i braku zdecydowanej akcji ze strony głównych central związkowych. Dziś widmo kolejnych ataków na warunki życia ludzi pracy widzą już niektórzy pracownicy, którzy na łamach forów internetowych domagają się akcji liderów związkowych: „ Śniadek i Guz - po co was wybraliśmy, nieustannie łupią pracowników, a wy siedzicie i pier...cie w stołki” albo pytają „gdzie są związki zawodowe?”. Reformy emerytalne, zmiany w prawie pracy, rozszerzanie władzy pracodawców i upowszechnianie umów śmieciowych, prywatyzacja – to wszystko jest częścią ataku na pracowników i ratowaniem porządku kapitalistycznego w stanie kryzysu tak w Polsce, jak i na świecie. Jeśli główne centrale związkowe nie odpowiedzą zdecydowaną akcją strajkową na te ataki, będą dalej tracić zaufanie swoich członków i w rezultacie topnieć, a skalę negatywnych długotrwałych skutków społecznych trudno nawet oszacować. Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" |